Katarzyna Olejniczak

Gdy emocje Twojego dziecka uruchamiają Cię za bardzo

Zdarza się, że reakcje naszego dziecka wywołują w nas złość, napięcie albo bezradność, które wydają się nieproporcjonalne do sytuacji. To nie jest „zwykłe” zdenerwowanie. To moment, w którym coś w środku naprawdę boli. Pojawia się pytanie: dlaczego mnie to aż tak rozwala?

Bardzo często to, co najbardziej nas wkurza w dziecku, jest echem tego, co kiedyś zostało odebrane nam samym. Jego bunt, złość, głośne „nie”, płacz czy marudzenie potrafią uderzyć w wyjątkowo czułe miejsce. Nie dlatego, że dziecko robi coś złego. Ale dlatego, że ono robi dokładnie to, czego nam kiedyś nie wolno było.

Gdy „nie” dziecka brzmi jak zagrożenie

Dla dziecka „nie” jest naturalnym sposobem stawiania granic i wyrażania siebie. Dla dorosłego może jednak zostać odebrane jak atak. Ciało reaguje napięciem, serce przyspiesza, w głowie pojawia się impuls, żeby to zatrzymać.

Dlaczego? Bo być może w twoim dzieciństwie na takie emocje nie było miejsca. Może musiałaś/musiałeś być grzeczna/y, spokojna/y, dostosowana/y. Może złość, sprzeciw albo głośne wyrażanie potrzeb były karane, zawstydzane albo ignorowane. Twoje dziecko dziś pokazuje na zewnątrz to, co ty wtedy musiałaś schować głęboko.

To nie brak miłości – to brak bezpieczeństwa

Wielu rodziców czuje z tego powodu ogromne poczucie winy. „Skoro kocham swoje dziecko, dlaczego nie potrafię znieść jego złości?”. Odpowiedź bywa bolesna, ale uwalniająca: nie dlatego, że nie kochasz. Ale dlatego, że sam/a nie miałeś/aś doświadczenia bezpieczeństwa w tych emocjach.

Jeśli jako dziecko nie mogłaś/eś bezpiecznie przeżywać złości, frustracji czy smutku, dziś twój układ nerwowy nie wie, co z nimi zrobić – ani u ciebie, ani u twojego dziecka. Te emocje były kiedyś zakazane, więc teraz uruchamiają alarm. Nie masz w sobie zapisanego doświadczenia: to jest trudne, ale bezpieczne.

Przeniesienie emocjonalne – gdy przeszłość wchodzi w teraźniejszość

Psychologia nazywa to przeniesieniem emocjonalnym. W jednej chwili jesteś dorosłą osobą, a w następnej – małą sobą sprzed lat. Twoje dziecko nieświadomie dotyka miejsca, które nigdy nie zostało zaopiekowane. I masz rację, czując, że trafia w czuły punkt – bo on naprawdę jest czuły.

To nie dziecko cię rani. To twoja historia się odzywa. To wspomnienie bycia niewidzianą/nym, niesłyszaną/nym, sam/ej z emocjami, które były „za duże” albo „nie na miejscu”.

Zaproszenie do uleczenia, nie do oskarżania siebie

W takich momentach łatwo zapytać: co jest ze mną nie tak? A może warto zapytać inaczej:
Czy to możliwe, że teraz po raz pierwszy uczę się naprawdę przeżywać te emocje – w bezpieczny sposób?

To, co dzieje się między tobą a twoim dzieckiem, może być zaproszeniem do dokończenia własnej historii. Do nauczenia się tego, czego nikt cię nie nauczył: że emocje mogą być intensywne i jednocześnie bezpieczne. Że złość nie niszczy więzi. Że płacz nie oznacza słabości. Że „nie” nie jest zagrożeniem.

Mówienie przynosi ulgę

Warto o tym mówić. Nazwać to głośno – przed sobą, przed kimś zaufanym, czasem przed specjalistą. Gdy mówimy o tym, co dziecko w nas uruchamia, przestajemy nieść to w samotności. A samotność to dokładnie to, czego kiedyś było za dużo.

Twoje dziecko nie jest problemem. Ono może być lustrem – trudnym, czasem bolesnym, ale też dającym szansę. Szansę, by po raz pierwszy poczuć, że nawet w trudnych emocjach można być bezpiecznym.